Flota Wielkopolski 2012 – relacja

Tegoroczna relacja z „Floty Wielkopolski” jest nieco dłuższa niż poprzednie. Dłuższa była także podróż – zarówno pod względem czasu trwania (prawie 22 godziny), jak i przemierzonej drogi (prawie 700 km). Jednym słowem – tegoroczna edycja „Floty” pod wieloma względami przewyższa poprzednie pociągi Towarzystwa Przyjaciół Wolsztyńskiej Parowozowni. Zapraszamy zatem do lektury…

Zadanie organizacji pociągu specjalnego – z uwagi chociażby na opisane powyżej czynniki – już w samych założeniach było nie lada wyzwaniem dla grona zaangażowanego w przygotowania. Jak się później okazało – największe z przedsięwzięć dotychczas realizowanych przez TPWP napotkało na swej drodze dużo więcej przeszkód niż można było przewidywać. Mimo to za wszelką cenę chcieliśmy doprowadzić nasze plany do końca i – łamiąc stereotypy powszechnego na polskiej kolei „niedasizmu” i bylejakości – stworzyć precedens, uruchamiając prawdziwie historyczny pociąg specjalny wzorowany na dobrych, zagranicznych praktykach – kolei muzealnych i stowarzyszeń organizujących podobne imprezy.

Przygotowania

Analizując możliwości taborowe sen z oczu spędzał nam skład wagonów. Informacje uzyskane od przewoźników pasażerskich działających na obszarze województwa wielkopolskiego nie przedstawiały się zbyt ciekawie – nie było szans na zestawienie historycznego składu spełniającego odpowiednie standardy podróży na dłuższym dystansie. Ostatnią deską ratunku okazał się Skansen Taboru Kolejowego w Chabówce – miłe doświadczenia ze współpracy przy organizacji pociągów z cyklu „Parowozem przez Wielkopolskę” mąciła jednak wizja kosztów podesłania wymarzonego składu. Pod tym kątem wybraliśmy termin imprezy – tydzień po „Parowozjadzie”, z której i tak z Chabówki musiał wracać specjalny transport z wolsztyńską delegacją. Była okazja podłączyć „nasze” wagony do konwoju, ale… uzyskanie satysfakcjonującej oferty w świetle ustaleń między zaangażowanymi Zakładami PKP CARGO S.A. okazało się niemożliwe. Zostało więc zamówić podesłanie i zwrot wagonów, które zapewnił w całości ich dysponent – Śląsko-Dąbrowski Zakład Spółki PKP CARGO S.A. Jeśli chodzi o parowóz – nie mieliśmy zbyt dużego wyboru. Już wiosną było jasne, że Pm36-2 („Piękna Helena”) – flagowa dotąd maszyna, prowadząca oba dotychczas uruchomione pociągi pod szyldem „Floty Wielkopolski”, nie będzie mogła stanąć na czele tegorocznego składu. Został więc parowóz serii Ol49 – wystarczający w zupełności dla relatywnie lekkiego składu, jednak posiadający ograniczony zasięg z uwagi na nieco mniejszy zapas wody.

36 300x201 Flota Wielkopolski 2012   relacjaTrasa tegorocznej edycji „Floty Wielkopolski” została dobrana równie ambitnie jak skład pociągu – obfitowała w urokliwie odcinki linii kolejowych – klimat magistrali sprzed lat miał zapewnić przejazd dawną Królewską Koleją Wschodnią – tzw. „Ostbahnem” z Piły do Tczewa (szczególnie na dwutorowym fragmencie), wspaniałe, kaszubskie krajobrazy podziwiać mieliśmy między Gdynią a Kościerzyną. Dodatkowymi atrakcjami miały być wydarzenia na stacjach docelowych – rekonstrukcja walk o monumentalne mosty na Wiśle w Tczewie i zwiedzanie Muzeum Kolejnictwa w Kościerzynie.

Ostatnie godziny przed odjazdem – w pochmurne, ale ciepłe piątkowe popołudnie, 31 sierpnia, na peron 4a stacji Poznań Główny wtoczył się z wolna bardzo nietypowy jak na tutejsze warunki pociąg. Zielona EU06-01 przyciągnęła do stolicy Wielkopolski skład złożony z wagonów „ryflaków” serii 101A, kolejnego odmiany 43A oraz salonki Bwxz z lat siedemdziesiątych XX wieku. Coś, co dla wielu zaangażowanych w turystykę kolejową wydawało się niemożliwe, stało się faktem (a jednak!). „Pójście na łatwiznę” i wystawienie do składu tegorocznej „Floty Wielkopolski” wagonów we współczesnych barwach byłoby co najmniej niesmaczne. Mamy nadzieję, że takim zestawieniem rozwialiśmy podejrzenia, jakoby pociągi Towarzystwa mogłyby być obsługiwane kolorowymi, nowoczesnymi wagonami. Nie od dzisiaj wiadomo przecież, że to, co przeznaczone dla szerokiej publiczności, może (a nawet powinno!) reprezentować najwyższy poziom merytoryczny! Skład wagonów z Chabówki idealnie dopasowany do planowanej na dzień 1 września lokomotywy parowej Ol49-69 został przygotowany przez pracowników Skansenu w Chabówce i bez kłopotów przebył kilkaset kilometrów, by podjąć kurs z Poznania na Pomorze. Wieczór i noc minęły organizatorom na ostatnich „szlifach” przed imprezą. Trzeba było przykleić numerację miejsc siedzących oraz przygotować materiały dla uczestników.

W drogę!

Tuż po godzinie 3:00 gwizd i drżenie okolicy dają mieszkańcom poznańskich dzielnic – Wildy i Łazarza znak, że parowóz z Wolsztyna wjechał do Poznania. Po szybkich manewrach „oelka” zjeżdża do lokomotywowni w celu uzupełnienia zapasu wody w tendrze, a następnie podłącza się do przygotowanych wcześniej wagonów. Gdy skład żywcem przeniesiony we współczesność z lat siedemdziesiątych XX wieku podstawia się na tor przy peronie 5 poznańskiego dworca głównego, zachwytu podróżnych nie ma końca. Chwilę później pasażerowie zajmują zarezerwowane wcześniej miejsca i po kilku minutach kierownik pociągu „odgwizduje” odjazd. Za oknami jeszcze ciemno – parowóz powoli rozpędza się, wyrzucając kolejne chmury skroplin z odwadnianych cylindrów. Miarowy, głośny szum zastępuje po kilku chwilach charakterystyczny wydech pracującego silnika parowego. Pędzimy już 70 km/h…

01 300x199 Flota Wielkopolski 2012   relacjaW Obornikach Wielkopolskich niebo zaczyna się przejaśniać. Wstaje kolejny dzień, a pociąg „nie z tej epoki” na przemian wspina się i opada po łukach linii Poznań – Piła forsującej wzgórza morenowe Pojezierza Chodzieskiego. Kilkanaście kilometrów przed Piłą skład zatrzymuje się przed wskazującym sygnał „stój” semaforem. Pasażerowie zajmujący miejsca blisko lokomotywy podejrzewają, że dzieje się coś niedobrego. Wszystko – niestety – staje się jasne po wjeździe w perony stacji Dziembówko. Żywy ogień, obłok dymu i charakterystyczny zapach wskazują na wytopienie panewki osi tocznej pod budką maszynisty. Drużyna trakcyjna po ugaszeniu ognia i schłodzeniu uszkodzonego łożyska może już tylko zawiadomić dyżurnego ruchu o awarii. Wniosek jest prosty – dalej z tym parowozem nie pojedziemy. Semafor wyjazdowy w stronę Piły szybko zmienia kolor z zielonego na czerwony. Po raz pierwszy w bogatej historii organizowania przez TPWP przejazdów specjalnych dochodzi do awarii wycofującej parowóz z ruchu. Sytuacja losowa czy wynik zaniedbań? Takie pytania zaczynają pojawiać się wśród pasażerów. Zaraz też pojawiają się kolejne – wracamy do Poznania? NIE! Rozpoczyna się błyskawiczna akcja „ratunkowa” mająca na celu jak najszybsze odszukanie „wolnej lokomotywy”, dzięki której moglibyśmy kontynuować podróż. Wielkie podziękowania należą się przede wszystkim Kierownikowi Pociągu z Wielkopolskiego Zakładu Przewozów Regionalnych oraz zaprzyjaźnionym pracownikom Północnego Zakładu Spółki PKP CARGO S.A., którzy – wbrew bardzo niesprzyjającej porze (sobotni poranek) – podejmują trud zorganizowania zastępczego pojazdu. Niestety nie można pozytywnie wyrazić się o dyspozyturze Wielkopolskiego Zakładu Spółki PKP CARGO S.A., która o naszym pociągu przypomni sobie dopiero o godzinie 14:00!!! Gdyby nie zdecydowane działania organizatora, wspomniane wsparcie z zewnątrz i błyskawiczna decyzja Wielkopolskiego Zakładu Przewozów Regionalnych, prawdopodobnie pociąg tkwiłby do tego czasu na stacji Dziembówko. Jedynym wolnym środkiem trakcyjnym w okolicy jest lokomotywa spalinowa SU42-532, która po kilkudziesięciu minutach od awarii dociera do Dziembówka i podczepia się do zabytkowego składu. Oczekiwanie na przyjazd lokomotywy spalinowej uczestnicy wykorzystują na pamiątkowe zdjęcie z parowozem w tle. Z większości twarzy nie schodzi uśmiech, choć dla wielu awaria jest zakończeniem marzenia o przejeździe w pośpiesznym składzie z epoki. Niedosyt tym większy, że lokomotywa zastępcza pomalowana jest w firmowe barwy Przewozów Regionalnych, niepasujące do wagonów utrzymanych w zupełnie innej – zabytkowej – konwencji. Nie udaje się znaleźć u żadnego przewoźnika sprawnej lokomotywy w barwach ciemnozielonych, choć próbujemy dosłownie wszędzie: od Krzyża i Szczecinka, przez Chojnice, Tczew do Gdyni…

Dalsza podróż w towarzystwie odgłosów silnika spalinowego

28 300x201 Flota Wielkopolski 2012   relacjaWarkot silnika spalinowego towarzyszy nam do końca dnia, ale (jak się później okaże) nie do końca imprezy. Obiecano nam, że SU42-532 może prowadzić skład co najmniej do Tczewa. Luźny rozkład jazdy, dopasowany do ograniczonych charakterystyk trakcyjnych parowozu przewidzianego pierwotnie do obsługi pociągu, a także możliwość znacznego skrócenia postojów przewidzianych na wodowanie, powodują stopniową redukcję opóźnienia. Wjazd i wyjazd ze stacji Piła Główna odbywa się obok unikatowego już obiektu – okrągłej parowozowni typowej dla „Ostbahnu”. Zachowały się w Polsce tylko 3 takie hale (kolejne znajdują się w Tczewie i Bydgoszczy Głównej) i wszystkie je mogli podziwiać w czasie jednej wycieczki pasażerowie „Floty”!. W Pile spotykamy się również (ponownie) z parowozem Ol49-69, który z Dziembówka dojeżdża luzem za pociągiem „Flota Wielkopolski”. Głośny wrzask wytopionej panewki jest słyszalny z daleka… Parowóz definitywnie zostaje w Pile.

Droga żelazna z Piły do Chojnic wygląda w wielu miejscach jakby przeniesiono ją żywcem z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku. Zadbane, ceglane stacyjki, tory oczyszczone z wszędobylskiej w polskich warunkach trawy, pobielone krawędzie peronowe, sygnalizacja kształtowa i pociąg mknący z całkiem przyzwoitą prędkością. W Chojnicach scenariusz jak za dawnych lat. Skład powoli wtacza się pozostawiając po prawej stronie budynek dworca kolejowego, a po lewej imponujących rozmiarów wieżę ciśnień. Zatrzymuje się tuż obok unikalnego żurawia wodnego z „łamanym” ramieniem. Specjalnie z okazji przejazdu „Floty Wielkopolski” żuraw został ponownie uruchomiony (podziękowania dla kolejarzy z Chojnic). Niestety… nie jest nam dane skorzystać z możliwości nawodowania parowozu, choć czynnych żurawi zostało w Polsce jak na lekarstwo (chojnicki „łamaniec” jest chyba ostatnim sprawnym urządzeniem tego typu).

Klimat linii kolejowej Chojnice – Tczew nie odbiega od poprzedniego odcinka. Mijamy Czersk, Kaliska, Zblewo, Starogard… Od Gutowca linia jest dwutorowa (drugi tor odbudowano tutaj w latach siedemdziesiątych XX wieku), co znacznie potęguje magistralny charakter biegnącej to nasypem, to w gęstym lesie linii o ponadpółtorawiecznej historii. Podobnie jak na odcinku Piła – Chojnice konduktorzy w historycznym umundurowaniu sprawdzają – a jakże! – kartonowe bilety. Starsi wspominają nie tak odległe czasy, gdy „ryflaki” kursowały w okolicach Chojnic w składzie planowych pociągów, a młodsi, przysłuchujący się umilającym podróż opowieściom, mogą wyobrazić sobie podróżowanie rodziców i dziadków…

16 300x163 Flota Wielkopolski 2012   relacjaDo Tczewa wjeżdżamy planowo. Skład skierowano na tor przy peronie pierwszym. Jako pomnik ustawiony jest przy nim… parowóz typu Ferrum! Niektórzy podróżni proponują, by przestawić go na tory i zaprząc do składu „Floty Wielkopolski”. Niestety wspólnie stwierdzamy, że tak mała maszyna z pewnością nie utrzymałaby prędkości rozkładowej, więc lepiej, by nadal służyła za pomnik techniki kolejowej w Tczewie. Podczas gdy pasażerowie udają się w stronę Mostów Tczewskich oglądać inscenizację wybuchu II wojny światowej, trwała druga część „walki o lokomotywę”. Znów nie udaje się znaleźć ciemnozielonej spalinówki, ale szczęśliwie Przewozy Regionalne wyrażają zgodę na kontynuowanie jazdy z SU42-532. Podróż z Tczewa do Gdyni jest najbardziej newralgicznym odcinkiem całego przejazdu. Ze względu na prowadzone prace modernizacyjne, zmuszeni jesteśmy do kilku dłuższych postojów „pod semaforem”, by wykrzyżować się z licznymi pociągami osobowymi, pośpiesznymi i ekspresowymi. Do Gdyni docieramy planowo – po około dwóch godzinach. Część podróżnych decyduje się przejść w stronę Skweru Kościuszki i zobaczyć słynne „Dar Pomorza” oraz „Błyskawicę”, część pozostaje w składzie, gdzie wypijając kolejną kawę, komentuje mającą nadejść atrakcję widokową – przejazd w promieniach zachodzącego słońca jedną z najpiękniejszych linii kolejowych północnej Polski.

Czas wracać znad morza…

39 300x201 Flota Wielkopolski 2012   relacjaSkład żwawo rusza z Gdyni. Trudno o bardziej malowniczą linię kolejową niż Gdynia – Kościerzyna. Mało kto mógłby w pierwszej chwili przypuszczać, że nad samym morzem istnieje linia, która swoimi parametrami bije na łeb na szyję niejedną górską trasę. A jednak… Na jednej tylko linii znajdują się największy w Polsce, powstały ludzkimi siłami przekop (Gdynia Wielki Kack), jeden z najwyższych mostów kolejowych (Żukowo) oraz urocze łuki, wzniesienia i spadki. Do dzisiaj czuć rozmach, z jakim budowano tu Magistralę Węglową. Tor z łatwością przecina polodowcowe wzgórza i zręcznie omija liczne jeziora. Do pełni szczęścia brakuje jedynie ciężkiej pracy silnika parowozu, chociaż trzeba przyznać, że silnik SU42 „ma co robić” na kilku najbardziej stromych odcinkach – jest słyszalny nawet w ostatnim wagonie!

Chwilę po zmroku docieramy do Kościerzyny. Dzięki uprzejmości Muzeum Ziemi Kościerskiej możliwe jest zwiedzanie tutejszego oddziału Muzeum Kolejnictwa w Kościerzynie, w którym zgromadzono wiele cennych parowozów i wagonów. Trasa z Kościerzyny na południe (do Bydgoszczy) prowadzi praktycznie cały czas przez gęste lasy Borów Tucholskich. Zachowane stacje, takie jak Bąk, Lipowa Tucholska, czy Wierzchucin, zlokalizowane są z dala od cywilizacji. Czas płynie tu jakby wolniej. Nie dochodzi do tylu dewastacji, więc dworców i nastawni nie szpeci „graffiti”. Na peronach – kwietniki. Mknący z prędkością 70 km/h zabytkowy skład pozdrawiają pełniący nocne służby dyżurni ruchu, wypatrując w mroku sygnałów końca pociągu. Spokój tych terenów zakłóca jedynie syrena lokomotywy i dźwięk jej silnika na wysokich obrotach…

Postój na wodowanie przewidziany jest na przystanku osobowym Świekatowo – dawnej stacji zlokalizowanej nieopodal skrzyżowania Magistrali Węglowej z lokalną linią Więcbork – Terespol Pomorski. Mieszkańcy Świekatowa ponownie nie zawodzą. Przed rokiem w ostatniej chwili zmieniliśmy trasę przejazdu pociągu w związku z zamknięciem wiaduktu w Podlesiu – udało się jednak spotkać z mieszkańcami Świekatowa w Terespolu Pomorskim. W tym roku pociąg wprawdzie przystanął przy świekatowskim peronie, ale bez parowozu… Obdarowani pysznymi rogalikami, ciastem i nalewkami(!), obiecujemy kolejną próbę przyjazdu z parowozem do Świekatowa. Deklaracja ta spotyka się z gromkimi brawami! W końcu musi się udać, przecież do trzech razy sztuka! W tak cudownej atmosferze pociąg rusza w stronę Bydgoszczy…

Od Bydgoszczy znowu w pełni historycznie!

48 300x200 Flota Wielkopolski 2012   relacjaDo Bydgoszczy docieramy przed planem. Tutaj czeka na pasażerów niespodzianka, której realizacja nie byłaby możliwa bez pomocy organizacyjnej ze strony delegacji Skansenu w Chabówce (Śląsko-Dąbrowski Zakład Spółki PKP CARGO S.A.), również podróżującej „Flotą Wielkopolski”. W miejsce kolorowej SU42-532 podstawia się bowiem elektrowóz o angielskim rodowodzie: EU06-01 (rok produkcji 1962) – od niedawna eksponat muzealny. Skład znów wygląda „rasowo” – niczym pośpieszny pociąg nocny z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych minionego stulecia. Można powiedzieć, że tak jak nasz pociąg – zataczający duże koło na mapie – skład pociągu po kolejnej metamorfozie zamyka koło historii polskiej kolei – od trakcji parowej, przez spalinową do elektrycznej, a wszystkie pojazdy, jakby nie patrzeć, historyczne (gdyby jeszcze „diesel” miał historyczne malowanie…)! Dzięki skróceniu czasu przejazdu (uzgodniona z dyspozytorem rezygnacja z dłuższego postoju na wodowanie parowozu w Mogilnie), zaoszczędzamy kolejne minuty. Podróż ostatnim odcinkiem w wagonach wyposażonych w żarowe oświetlenie, dające żóte, ciepłe światło (jakże niesamowity klimat dawnych podróży – biorąc pod uwagę warunki oświetleniowe bardziej współczesnych wagonów z piszczącymi „jarzeniówkami”), mija bardzo szybko. Charakterystyczne, miękkie zawieszenie „ryflaków” kołysze do snu zmęczonych pasażerów. Nie wszyscy jednak śpią – wielu stara się złapać jak najwięcej magii świata dawnej kolei – walczącego z nieubłaganą, bezduszną nowoczesnością…

W Poznaniu „Flota Wielkopolski” melduje się o godzinie 2:09 wobec planowego przyjazdu 3:11. Uczestnicy nocnymi pociągami rozjeżdżają się do rodzinnych miejscowości lub udają się na nocleg. Mimo wielu przeciwności losu – od sfery organizacyjnej poczynając, przez awarię parowozu, po trudności w pozyskaniu lokomotyw zastępczych – udało się! Dobrze skonstruowany rozkład jazdy z dużymi rezerwami oraz pomoc wielu życzliwych ludzi żelaznego szlaku spowodowały, że pociąg do Poznania dojechał godzinę przed czasem, a nie jak w większości przypadków pociągów turystycznych, notując wielogodzinne opóźnienie…

Podsumowanie

Ogromne przedsięwzięcie, jakim była „Flota Wielkopolski 2012”, było możliwe dzięki życzliwej postawie przedstawicieli Wielkopolskiego Zakładu Przewozów Regionalnych oraz PKP CARGO S.A. – Śląsko-Dąbrowskiego i Północnego Zakładu Spółki. Nie bez znaczenia pozostaje wsparcie lokalnych samorządów, straży pożarnej, stowarzyszeń miłośników kolei oraz indywidualnych kolejarzy czy samorządowców. Dziękujemy serdecznie i liczymy na dalszą współpracę w przyszłości! Warto jednak zaznaczyć, że współpraca z pozostałymi podmiotami bezpośrednio zaangażowanymi w realizację projektu wymaga poważnej dyskusji, by unikać sytuacji patowych, do jakich doszło w czasie „Floty Wielkopolski 2012”. Smuci fakt, że ogromny wysiłek dziesiątek osób (zapewnienie aż siedmiu wodowań na trasie, zamówienie węgla i dźwigu do uzupełnienia zapasów na tendrze parowozu, uzgodnienie aż trzykrotnego obrócenia parowozu, aby całą trasę przejechał kominem do przodu), został zaprzepaszczony przez ewidentne niedbalstwo ze strony obsługi parowozu. Awaria, której można było uniknąć (nie było to bowiem zdarzenie losowe), jest niewątpliwie rysą na wizerunku Parowozowni Wolsztyn. Towarzystwo rozpoczęło już działania w tej sprawie. O efektach będziemy informować.

Największe podziękowania należą się naszym pasażerom, od których usłyszeliśmy wiele ciepłych słów, zarówno w trakcie, jak i już po imprezie. Bardzo dziękujemy za wyrozumiałość i wspaniałą atmosferę na pokładzie kolejnej już „Floty Wielkopolski”. Jest coś nieopisanego, integrującego wewnątrz zabytkowych, bezprzedziałowych „ryflaków”. To „coś” stworzyło z ekipy podróżującej zgraną paczkę, która prawie dobę spędziła na wspólnych pogawędkach, wspominkach, posiłkach, zwyczajowej kawie z ciastkiem, czy zwiedzaniu lokalnych atrakcji. Mamy nadzieję, że kontakty nawiązane podczas „Floty” nie znikną. Ze swojej strony gwarantujemy: jeśli tylko możliwości finansowe i logistyczne Towarzystwa na to pozwolą, w 2013 roku wyruszymy ponownie na podbój wybrzeża! Oczywiście, na pokładzie „Floty Wielkopolski”!

Fotoreportaż

Zdjęcie grupowe uczestników imprezy zrobione w Dziembówku – plik jpg do pobrania (2,2 MB)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Komentarzy 11

  1. jQ pisze:

    Tyłek się Ryśkowi do domu rwał jeszcze zanim dobrze wyjechaliśmy z Poznania. Tak czułem, że wytopienie panewki to nie był przypadek. Ale że nie było słychać ani czuć, że coś się dzieje?

  2. Skolmi pisze:

    Ja domyślam się, że załóg jest mało i przez to mogą sobie na dużo pozwalać, ale to,
    jak zachowywał się Rysio woła o pomstę do nieba i pewne pytania przed jego pracodawcą.

  3. zbychu pisze:

    Tak piejecie do tych „kolorowych” wagonów, ale podejrzewam, że dla zdecydowanej większości pasażerów to żadna różnica, skoro to pociąg wycieczkowy, bez fotostopów itp. Za to już wielką różnicę robi, co te wagony ciągnie (bo parowóz to atrakcja sama w sobie, szczególnie dla osób jak ja – spoza Wielkopolski).

    Moje podsumowanie imprezy:
    + genialna trasa (Ostbahn i stara węglówka),
    + ryflaki,
    + organizacja i atmosfera na pokładzie,
    + pogoda,

    - awaria parowozu, oraz sporo dalej:
    - rozkład jazdy
    - salonka (pasowałaby do oliwkowych bonanz, nie do ryflaków)
    - towarzystwo (a może powinienem napisać buractwo) z salonki, które przez całą podróż co chwilę wyrzucało butelki po piwie na tory.

    Mimo ogromnego zawodu związanego z parowozem uważam pociąg za udany i za to serdecznie dziękuję!

    Marzy mi się za rok powtórka po tej samej trasie (może w drugą stronę – Poznań-Bydgoszcz-Kościeżyna-Gdynia-Tczew-Chojnice-Piła-Poznań?), ale na przełomie czerwca i lipca, kiedy dzień jest znacznie dłuższy.

  4. Tp4 pisze:

    Imprezę mimo awarii parowozu jak najbardziej można zaliczyć do udanych. Mam nadzieję, że za rok będzie co najmniej równie sympatycznie :-) Dzięki wielkie za wspólnie spędzony dzień! :-)

  5. Uczestnik pisze:

    Impreza jak najbardziej przednia. Po raz kolejny TPWP pokazało się z jak najlepszej strony pod względem organizacyjnym – Brawo!!! Pomimo awarii parowozu atmosfera na pokładzie była wspaniała i niepowtarzalna i na pewno wielu z nas będzie ją pamiętać i wspominać w długie zimowe wieczory tęskniąc i nie mogąc się doczekać kolejnego zabytkowego pociągu. Oby następny pociąg był równie dobrze zorganizowany i oby nie napotkał na tak wiele trudności jak ten. Jeszcze raz dzięki wielkie za wspólnie spędzony czas i powrót do lat naszych rodziców i dziadków.

  6. Hermann pisze:

    A może za rok przejazd na podobnej trasie z małą modyfikacją przez Szczecinek – Chojnice? Odpadły by manewry zmiany czoła pociągu w Pile a widok ryflaków w Szczecinku bezcenne.

  7. atkl pisze:

    Chłopaki, ale nie dajcie się złamać. Powtórka trasy /może być z modyfikacjami/ praktycznie obowiązkowa. Najlepiej w długie dni. Możemy też pojechać do Kościerzyny i Gdyni przez Brusy Lipusz. Pomyślcie coś o tym. My, jako miłośnicy kolei retro na pewno nie zawiedziemy.

  8. Mysz.1974 pisze:

    Serdeczne gratulacje i podziękowania dla organizatorów. Było wspaniale.

  9. Gopldenpass pisze:

    Drodzy !
    Też kilka słów na temat FLOTY !!!. Impreza fantastyczna,trasa świetnie dobrana / szkoda, że nie 22.06:) / – dzień najdłuższy z długich, świetne towarzystwo no i ( pomijając wiadomą awarię ) EU-06 od Bydgoszczy. Tutaj serdeczne podziękowania ( to moje subiektywne wrażenie ) dla mecha…. ten start z peronów był genialny:). I nie ważne , że tylko przez 10 czy 15 sekund – na mnie zrobiło super wrażenie:). I jeszcze kilka słow do Zbycha. Stary – jechałem w tej salonce i naprawdę, nie widziałem ani jednego przypadku by ktoś wyrzucał cokolwiek przez okno łącznie z puszkami po piwie. Kurcze może Ci się wydawało, może i miał miejsce taki przypadek – ale określać gości akurat z salonki mianem”buractwo” ? Nie uchodzi.
    Jeszcze raz serdeczne dzięki za przejazd Flotą dla wszystkich, którzy „maczali” w tym palce.

  10. zbychu pisze:

    @Gopldenpass
    Ja jechalem w wagonie nr 3 (a więc przez większość trasy za salonką) i uwierz mi, że mi się nie wydawało, tym bardziej że to nie był raz a wiele (więcej niż kilkanaście). Pisząc ‚buractwo’ miałem na myśli wyłącznie tych, którzy owe butelki rzucali, w żadnym wypadku wszystkich pasażerów salonki. Pozdrawiam!

  11. grysiek pisze:

    Jechałem na parowozie z Poznania,Byłem maszynistą 18 lat.I troszkę znam się na parowozie.Wierzcie mi przed stacją Dziembówko ok 10 km.zatrzymaliśmy się pod semaforem i sam sprawdzałem osie i panewki wszystko było zimne.Nistety parowóz jest nieobliczalny wytopić panewkę można nawet na odległości 1 kilometra.Rysio jest niewinny.

Skomentuj

Komentarz



© TPWP 2018. Strona używa plików cookies. Polityka prywatności zawiera więcej informacji o cookies. Design & Development: Michał Pawełczyk